sobota, 25 października 2014

Rozdział 1 : Crazy life

To dziś. Dziś mija rok odkąd jestem w gangu i dziś mam poznać szefa/przywódce. Znacie to uczucie jak stresujecie się przed jakimś ważnym egzaminem? Mój stres jest sto razy większy. Pewnie zastanawiacie się jak znalazłam się w tym całym gównie? Już wam opowiadam. Otóż pewnego dnia wychodząc ze szkoły otrzymałam wiadomość, że moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Moje życie się wtedy posypało. Zaczęłam ćpać, przestałam chodzić do szkoły, uprawiać seks i łazić na imprezy, gdzie na jednej  nich poznałam Chrisa. Jednego z członków. Oboje byliśmy wstawieni i Chris postanowił mnie zabrać do domu i po drodze zaczął opowiadać i wtajemniczać mnie w swoje/gangu sprawy. Chyba za bardzo nie był świadomy co może grozić mu przy wyjawieniu wszystkiego. Gdy przyszliśmy do jego domu, gdzie znajdowała się reszta chłopaków zaczął mnie przedstawiać i mówić reszcie, że wszystko mi opowiedział. Ich reakcja, była natychmiastowa. Najpierw chcieli mnie zabić, lecz Chris namawiał ich żeby tego nie robili. Postanowili dać mi ultimatum. Albo powoli wpakuje się w to gówno i będę dla nich "tajną bronią" albo mnie zabiją. "Uzgodnili" ze mną wszystkie warunku i tak właśnie tu się znalazłam. Nie mogłam wychodzić z domu, zabrali i telefon i odizolowali od świata. Przez jakieś pierwsze cztery miesiące była to dla mnie katorga, później jakoś poszło. Na początku nie byłam tak wtajemniczana w ich sprawy i w ogóle. Uczyli mnie wszystkiego. Od strzelani do robienia bomb. Bywały dni, że myślałam czy nie popełnić samobójstwa, bo w sumie była by to tylko szybsza śmierć. W końcu i tak kiedyś zginę. Lecz ciągle coś mnie odciągało od tej myśli. Możecie mi nie uwierzyć, ale nie zabiłam żadnego człowieka. Owszem miałam broń czy biłam się, ale nie mam na sumieniu człowieka. Chłopcy trzymają mnie zdala od zabijania. Moi rodzice pewnie w grobie się przewracają przez to że wybrałam taki tryb życia, ale mam nadzieje że kiedyś mi wybaczą. Wracając, dziś jest mega ważny dzień i nie chciałabym wypaść najgorzej. Chłopcy mówili, że chcą iść dzisiaj na imprezę z racji tego że wrócił najważniejszy członek gangu. Z tego wszystkiego zapomniałam wam się przedstawić. Mam na imię Amy McCartney. Mieszkam w Los Angeles. To chyba na tyle, więcej zdradzę wam w czasie. Powracając do rzeczywistości. Siedziałam w swoim pokoju i rozmyślałam w co się ubiore. Z rozmyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi.
- Proszę- powiedziałam i ujrzałam w drzwiach Ryana.
- siema mała, za jakąś godzinę wyląduje Justin - Justin to szef- więc powinnaś zacząć się szykować,bo tak chyba nie przywitasz szefa?- pokazał na mój strój i się zaśmiał. Miałam na sobie flanelowe spodnie od piżamy i białą bluzkę do spania.
- racja - uniosłam palec w górę i wstałam szybkim krokiem. - tylko w co ja mam się ubrać?- zrobiłam mine szczeniaczka, by Ryan mi pomógł. On zawsze mi pomagał. Gdybyście nie wiedzieli, że jest gangsterem to byście pomyśleli, że jest jakimś stylistą czy coś w tym stylu. Poważnie, zawsze ubierał sie stylowo. Był nie dość wysoki, ale za to umięśniony. Ma blond włosy i zawsze chodzi uśmiechnięty. Ma lekki zarost, za co się na niego wkurzam i ciągle każe mu go zgolić, ale nigdy mnie nie słucha. Jest dla mnie jak starszy brat. Oczywiście wszyscy chłopcy z którymi dotychczasowo mieszkam są mi jak bracia, ale z Ryanem byłam najbliżej. 
- nie rób tej miny - zaśmiał się i poczochrał mi włosy, czego bardzo nie lubiłam, ale on uwielbiał mnie tym wkurzać. - zobaczymy co tu masz - poszedł do garderoby, zapalił światło i zaczął przebierać w rzeczach jakie miałam. Opierałam się o framugę drzwi i z uśmiechem na twarzy przyglądałam mu się. To było takie urocze jak mówił do siebie.
- masz- podał mi białą krótką sukienkę bez ramiączek i do tego skórzaną kurtkę z ćwiekami. Genialne połączenie Ryan - do tego rozpuszczone włosy,które trochę podkręcisz, jakieś zajebiste szpilki i normalnie każdy się na ciebie rzuci- a nie mówiłam, mógłby być stylistą-  gdzie wtedy ja wkroczę do akcji i wszystkich pozabijam- zaśmiałam się na jego słowa.
- jesteś szalony - pokręciłam głową ze śmiechem.
- ale też śmiertelnie poważny - uśmiechnął się. - dobra, masz mało czasu, ubieraj się- poczochrał mi włosy ,znowu, i wyszedł z pokoju. Zaśmiałam się sama do siebie i poszłam się ogarnąć.
 Minęło dobre pół godziny zanim wyszłam z łazienki. Dobrze, że każdy miał łazienkę w swoim pokoju, bo inaczej codziennie rano była by ogromna kolejka,którą oczywiście ja bym tamowała. Gdy wyszłam z łazienki spojrzałam w lustro, nie mogłam uwierzyć że to ja. Poważnie. Wyglądałam skromnie, ale seksownie. Nie, żebym była zakochana w sobie. Obróciłam się w okół własnej osi i wyszłam z pokoju.
- Czy Justin już jest?- zapytałam schodząc po schodach.
- nie, jeszcze go nie...- Chris odwrócił się w moją stronę i zaniemówił. W szoku, aż otworzyła mu się buzia.
- Uważaj, bo muchy ci wlecą do gęby- zaśmiałam się. Podeszłam do niego, zamknęłam mu buzie i poszłam do kuchni by się czegoś napić. Cała byłam zestresowana. Wyciągnęłam wodę z lodówki i usiadłam na krześle. Do kuchni wszedł Ryan wraz z Johnem. Na mój widok zagwizdali.
- oszczędźcie sobie- popatrzyłam się na nich krzywo i wzięłam łyka wody. Odzwyczaiłam się od sukienek, bo dawno nigdzie nie wychodziłam. Może to dziwne, ale prawdziwe. - za ile on będzie?- zapytałam, zdenerwowana tupałam nogą o ziemie.
- widzę że ktoś się stresuje- do kuchni tym razem wszedł James. Jako jedyny nigdy nie zwracał uwagi na to jak byłam ubrana i nigdy nie próbował jakichkolwiek zalotów do mnie. Czasami nawet zastanawiałam się czy nie jest gejem.
- Wcale się nie stresuje- zaczęłam bawić się palcami.
- yhym widać- Ryan podszedł do mnie i uspokoił moje ręce. - wyluzuj. Justin to spoko gość, na pewno cię polubi- przytulił mnie. Był taki miły.
- Oh, mam nadzieje- lekko się uśmiechnęłam i wstałam z krzesła. Miałam zamiar wyjść już z kuchni, ale usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. Serce zaczęło bić mi szybciej, ręce zaczęły się pocić, a nogi miałam jak z waty. Ujrzałam w drzwiach mężczyznę dość szczupłego, ale mega umięśnionego. Ubrany był w czarne skórzane spodnie i białą bluzkę na ramiączkach. Na głowie miał full capa, a na szyi kilka łańcuchów. To był on. To Justin, mój szef.

____________
  
Oto pierwszy rozdział:) Proszę o opinoe na jego temat, bardzo mi na tym zależy:/ 
Mam nadzieje, że to opowiadanie przypadnie wam do gustu i bd was jak najwięcej:* A tym czasem do następnego xx

CZYTASZ = KOMENTUJESZ 

2 komentarze:

  1. Bardzo fajny pomysł, jednak mogłabyś troszkę popracować na gramatyką i logiką zdań. :) Czekam na następny rozdział i życzę dużo weny.

    http://pani-lecter.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebisty! Już jestem twoją mega fanką :) Życzę ci dużo weny i czekam na nn :* Jednak popracuj jeszcze troszeczkę nad budową zdań i wszytko będzie okey ;)

    OdpowiedzUsuń