sobota, 8 listopada 2014

Prolog

Wiecie jakie to uczucie kiedy tracicie swoich najblizszych? Kiedy nie wiecie co robić? Ja właśnie tak się czułam, gdy moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Załamałam się, nie wiedziałam czy dam sobie rade czy nie. Popadłam w złe towarzystwo, zaczełam imprezować, pić, ćpać. Wszystko było inne. Aż pewnego dnia spotkałam Ryana i wszystko się zmieniło o 180°. Już nie byłam tą wrażliwą dziewczyna co kiedyś. Byłam silna, najsilniejsza ze wszystkich. Byłam nie do pokonania, aż pojawił się mój szef. On chyba najwięcej namieszał w moim życiu.

________________

Cześć kochani:)
Jak widzicie, jest już prolog. Nie jestem najlepsza w pisaniu prologów, więc wszelkie uwagi możecie zostawiać w komentarzach. Już niedługo powinien pojawić się pierwszy rozdział:) Miłlego czytania xx

sobota, 25 października 2014

Rozdział 1 : Crazy life

To dziś. Dziś mija rok odkąd jestem w gangu i dziś mam poznać szefa/przywódce. Znacie to uczucie jak stresujecie się przed jakimś ważnym egzaminem? Mój stres jest sto razy większy. Pewnie zastanawiacie się jak znalazłam się w tym całym gównie? Już wam opowiadam. Otóż pewnego dnia wychodząc ze szkoły otrzymałam wiadomość, że moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Moje życie się wtedy posypało. Zaczęłam ćpać, przestałam chodzić do szkoły, uprawiać seks i łazić na imprezy, gdzie na jednej  nich poznałam Chrisa. Jednego z członków. Oboje byliśmy wstawieni i Chris postanowił mnie zabrać do domu i po drodze zaczął opowiadać i wtajemniczać mnie w swoje/gangu sprawy. Chyba za bardzo nie był świadomy co może grozić mu przy wyjawieniu wszystkiego. Gdy przyszliśmy do jego domu, gdzie znajdowała się reszta chłopaków zaczął mnie przedstawiać i mówić reszcie, że wszystko mi opowiedział. Ich reakcja, była natychmiastowa. Najpierw chcieli mnie zabić, lecz Chris namawiał ich żeby tego nie robili. Postanowili dać mi ultimatum. Albo powoli wpakuje się w to gówno i będę dla nich "tajną bronią" albo mnie zabiją. "Uzgodnili" ze mną wszystkie warunku i tak właśnie tu się znalazłam. Nie mogłam wychodzić z domu, zabrali i telefon i odizolowali od świata. Przez jakieś pierwsze cztery miesiące była to dla mnie katorga, później jakoś poszło. Na początku nie byłam tak wtajemniczana w ich sprawy i w ogóle. Uczyli mnie wszystkiego. Od strzelani do robienia bomb. Bywały dni, że myślałam czy nie popełnić samobójstwa, bo w sumie była by to tylko szybsza śmierć. W końcu i tak kiedyś zginę. Lecz ciągle coś mnie odciągało od tej myśli. Możecie mi nie uwierzyć, ale nie zabiłam żadnego człowieka. Owszem miałam broń czy biłam się, ale nie mam na sumieniu człowieka. Chłopcy trzymają mnie zdala od zabijania. Moi rodzice pewnie w grobie się przewracają przez to że wybrałam taki tryb życia, ale mam nadzieje że kiedyś mi wybaczą. Wracając, dziś jest mega ważny dzień i nie chciałabym wypaść najgorzej. Chłopcy mówili, że chcą iść dzisiaj na imprezę z racji tego że wrócił najważniejszy członek gangu. Z tego wszystkiego zapomniałam wam się przedstawić. Mam na imię Amy McCartney. Mieszkam w Los Angeles. To chyba na tyle, więcej zdradzę wam w czasie. Powracając do rzeczywistości. Siedziałam w swoim pokoju i rozmyślałam w co się ubiore. Z rozmyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi.
- Proszę- powiedziałam i ujrzałam w drzwiach Ryana.
- siema mała, za jakąś godzinę wyląduje Justin - Justin to szef- więc powinnaś zacząć się szykować,bo tak chyba nie przywitasz szefa?- pokazał na mój strój i się zaśmiał. Miałam na sobie flanelowe spodnie od piżamy i białą bluzkę do spania.
- racja - uniosłam palec w górę i wstałam szybkim krokiem. - tylko w co ja mam się ubrać?- zrobiłam mine szczeniaczka, by Ryan mi pomógł. On zawsze mi pomagał. Gdybyście nie wiedzieli, że jest gangsterem to byście pomyśleli, że jest jakimś stylistą czy coś w tym stylu. Poważnie, zawsze ubierał sie stylowo. Był nie dość wysoki, ale za to umięśniony. Ma blond włosy i zawsze chodzi uśmiechnięty. Ma lekki zarost, za co się na niego wkurzam i ciągle każe mu go zgolić, ale nigdy mnie nie słucha. Jest dla mnie jak starszy brat. Oczywiście wszyscy chłopcy z którymi dotychczasowo mieszkam są mi jak bracia, ale z Ryanem byłam najbliżej. 
- nie rób tej miny - zaśmiał się i poczochrał mi włosy, czego bardzo nie lubiłam, ale on uwielbiał mnie tym wkurzać. - zobaczymy co tu masz - poszedł do garderoby, zapalił światło i zaczął przebierać w rzeczach jakie miałam. Opierałam się o framugę drzwi i z uśmiechem na twarzy przyglądałam mu się. To było takie urocze jak mówił do siebie.
- masz- podał mi białą krótką sukienkę bez ramiączek i do tego skórzaną kurtkę z ćwiekami. Genialne połączenie Ryan - do tego rozpuszczone włosy,które trochę podkręcisz, jakieś zajebiste szpilki i normalnie każdy się na ciebie rzuci- a nie mówiłam, mógłby być stylistą-  gdzie wtedy ja wkroczę do akcji i wszystkich pozabijam- zaśmiałam się na jego słowa.
- jesteś szalony - pokręciłam głową ze śmiechem.
- ale też śmiertelnie poważny - uśmiechnął się. - dobra, masz mało czasu, ubieraj się- poczochrał mi włosy ,znowu, i wyszedł z pokoju. Zaśmiałam się sama do siebie i poszłam się ogarnąć.
 Minęło dobre pół godziny zanim wyszłam z łazienki. Dobrze, że każdy miał łazienkę w swoim pokoju, bo inaczej codziennie rano była by ogromna kolejka,którą oczywiście ja bym tamowała. Gdy wyszłam z łazienki spojrzałam w lustro, nie mogłam uwierzyć że to ja. Poważnie. Wyglądałam skromnie, ale seksownie. Nie, żebym była zakochana w sobie. Obróciłam się w okół własnej osi i wyszłam z pokoju.
- Czy Justin już jest?- zapytałam schodząc po schodach.
- nie, jeszcze go nie...- Chris odwrócił się w moją stronę i zaniemówił. W szoku, aż otworzyła mu się buzia.
- Uważaj, bo muchy ci wlecą do gęby- zaśmiałam się. Podeszłam do niego, zamknęłam mu buzie i poszłam do kuchni by się czegoś napić. Cała byłam zestresowana. Wyciągnęłam wodę z lodówki i usiadłam na krześle. Do kuchni wszedł Ryan wraz z Johnem. Na mój widok zagwizdali.
- oszczędźcie sobie- popatrzyłam się na nich krzywo i wzięłam łyka wody. Odzwyczaiłam się od sukienek, bo dawno nigdzie nie wychodziłam. Może to dziwne, ale prawdziwe. - za ile on będzie?- zapytałam, zdenerwowana tupałam nogą o ziemie.
- widzę że ktoś się stresuje- do kuchni tym razem wszedł James. Jako jedyny nigdy nie zwracał uwagi na to jak byłam ubrana i nigdy nie próbował jakichkolwiek zalotów do mnie. Czasami nawet zastanawiałam się czy nie jest gejem.
- Wcale się nie stresuje- zaczęłam bawić się palcami.
- yhym widać- Ryan podszedł do mnie i uspokoił moje ręce. - wyluzuj. Justin to spoko gość, na pewno cię polubi- przytulił mnie. Był taki miły.
- Oh, mam nadzieje- lekko się uśmiechnęłam i wstałam z krzesła. Miałam zamiar wyjść już z kuchni, ale usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. Serce zaczęło bić mi szybciej, ręce zaczęły się pocić, a nogi miałam jak z waty. Ujrzałam w drzwiach mężczyznę dość szczupłego, ale mega umięśnionego. Ubrany był w czarne skórzane spodnie i białą bluzkę na ramiączkach. Na głowie miał full capa, a na szyi kilka łańcuchów. To był on. To Justin, mój szef.

____________
  
Oto pierwszy rozdział:) Proszę o opinoe na jego temat, bardzo mi na tym zależy:/ 
Mam nadzieje, że to opowiadanie przypadnie wam do gustu i bd was jak najwięcej:* A tym czasem do następnego xx

CZYTASZ = KOMENTUJESZ 

Bohaterowie

                                                                 Amy McCartney



 
                                                                       Justin Bieber




    |  Ryan Butler  |   James Parker   |   Chris Prince   |   John Smith  |



                                      ~ Reszta bohaterów będzie aktualizowana na bieżąco:) ~

piątek, 24 października 2014

Rozdział 2: "I don't like you"

Wszyscy wynóżyli się z kuchni i z radością poszli przywitać Justina. Poważnie, spodziewałam się kogoś starszego, a ten chłopak tu wygląda na jakieś 20 lat. Wow. Ale musze przyznać, że jest dość przystojny. Jego karmelowe włosy były postawione na żel, a brązowe oczy ślniły w słońcu. Jego uśmiech był perfekcyjnie biały. Na rękach znajdowało się pare tatuaży. Stałam sama przy wejściu do kuchni, gdzie inni się witali.
- Ty jesteś ta słynna Amy?- podszedł do mnie. Widziałam, że ma niezadowoloną mine i gdyby mógł to by mnie zabił. Trochę się przeraziłam.
- Tak- uśmiechnęłam się i wyciągnęłam rękę w jego stronę.
- Justin - chwycił ją i ścisnął.
- Amy- ponownie się uśmiechnęłam.
--------------
Reszta popołudnia minęła dobrze, ale ciągle źle się czułam w towarzystsie Justina. Co chwila zerkał na mnie wzrokiem "nie lubię cię suko". Trochę dziwne, bo chłopcy mówili, że przyjmie mnie dobrze. Nadszedł czas przygotowań na impreze. Jakoś nie miałam ochoty nadal siedzieć w towarzystwie, w którym nie jestem m ięc zrezygnxx A więcłam z zabawy mówiąc, że źle się czuje, kobiece sprawy i tak dalej. Chyba w to łykneli, bo dłużej już nie próbowali mnie namawiać. Wszyscy porozchodziliśmy się do pokoi. Ubrałam swoja piżame, w sumie nie wiem po co się tak stroiłam. Równie dobrze mogę mieć to w dupie, iść i bawić się, ale nie miałam ochoty.Gdy już się przebrałam zeszłam na dół w celu zjedzenia czegoś. Weszłam do kuchni, sięgnięłam po miske, nalałam do niej mleka i wsypałam płatków. Usiadłam na krześle jedząc swoje płatki.
- W tamtym stroju bardziej mi sie podobałaś- do kuchni wszedł Justin.
- życie- odpowiedziałam nadal jedząc płatki. Nie za bardzo zwracałam uwage na jego obecność w kuchni.
- widze że oboje nie pałamy do siebie sympatią- usiadł na  przeciwko mnie biorąc łyka piwa.
Nic się nie odzywałam. Chyba go troche tym rozłościłam, ale nie dbałam o to. Gdy skończyłam jeść, odłożyłam miske do zmywarki i juz miałam wyjść lecz zostałam zatrzymana.
- co jest?- odwróciłam się zszokowana.
- nie wchodz mi w droge, a pozwole ci żyć- jego oczy troche pociemniały. Już nie były takie brązowe.
- o co ci do cholery chodzi?- wyrwałam się z jego ucisku.
- strasznie cię nie lubie i nie podoba mi się to, że tu jesteś. Więc lepiej dla ciebie będzie jeśli nie będziesz włazić mi w drogę- mówił przez zaciśnięte zęby.
- O wiesz, dobrze sie składa bo też za bardzo też nie pałam do ciebie sympatią, wieć o to się nie martw- odwróciłam się i wyszłam z kuchni.  Usłyszałam tylko jak mówi sam do siebie "suka". Miałam to w dupie. nie będę na takiego palanta marnowała czasu. Cóż, jako że jest moim "szefem" musze znosić jego towarzystwo.Poszłam do swojrgo pokoju i rzuciłam się na łóżko. Przez chwile słyszałam rozmowy chłopaków i ich kroki, ale szybko ucichły i słyszałam tylko zamykanie drzwi. Wtuliłam się w poduszke i zasnęłam. 

**sen**
-Amy , kochanie- usłyszałam kobiecy głos, otworzyłam powieki i przetarłam oczy.
- Mama?- wstałam zszokowana. Przecież ona nie żyje.
- Jak spałaś?- zapytałam wstając z łóżka.
- co tu robisz? -rozejrzałam się po pokoju. - przecież.. Ty..ty nie- nie dokończyłam.
- śnisz skarbie- podeszła do mnie. - to tylko twój sen- uśmiechnęła się do mnie. Uwielbiałam jak się uśmiechała. Miała jeden z najpiękniejszych uśmiechów świata.
- Mamo tęsknie za tobą- spojrzałam na nią.
- och ,wiem skarbie.- przytuliła mnie.- ale ja tu jestem, jestem ciągle obok ciebie. mimo tego że nie widzisz mnie. - pocałowała mnie w czoło.
- przepraszam cię mamo, ja nie chciałam, chciałam żyć normalnie- łzy spływały po moich policzkach.
- kochanie, każdy w swoim życiu podejmuje pochopnie decyzje i musi z tym żyć- usiadla na łóżku a ja obok niej.
- Ale gdybyście ... - nie mogło przejść mi to przez gardło.
- skąd taki pomysł? A może było by jeszcze gorzej?- oplotła ręką moje plecy- nie możesz zmienić swojego przeznaczenia. Musisz pogodzić się z tym wszystkim i próbować żyć jak najlepiej. Jesteś silna, dasz sobie ze wsztystkim rade. - zaśmiała się delikatnie. Zawsze była optymistką, nigdy nie dopuszczała do siebie złych myśli.
- pamiętah, że cokolwiek by się stało jesteśmy razem z tatą obok ciebie - a właśnie, gdzie tata? 
- Czy kiedykolwiek mi wybaczycie?- zapytałam.
- już to zrobiliśmy, - usłyszałam głos taty.- widocznie tak musiało być- podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło.
- witaj kochanie- uśmiechęłam się.
- Kocham was- powiedziałam przez łzy.
- My ciebie też- widziałam że znikają. Nie chciałam tego, nie chciałam żeby odchodzili. Nie chciałam się budzić. 
- mamo ?! Tato?!- znikneli.
**koniec snu**

Obudziłam się cała spocona. Przetarłam oczy i zapaliłam lampke. Pierwszy raz odkąd tu jestem śniła mi się mama. Brakuje mi jej, cholernie. Poszłam do łazienki, przemyłam twarz i zeszłam na dół w celu napicia sie czegoś. Nie wiem dlaczego, ale cała się trzęsłam. Zupełnienie wiem co mam myśleć. Może ten ten był oznaką czegoś złego, a może to po prostu zwykły sen. Zapaliłam światło w kuchni i nalałam sobie szklanke wody. Wypiłam ją duszkiem i poszłam do salonu.  Połozyłam się na kanapie i właczyłam telewior. Oglądałam serial o jakiś rozterkach miłosnych. Uwierzcie mi lub nie,ale nie należe do takich dziewczyn, które uwielbiają oglądać filmy romantyczne. Ten serial był mega nudny. Maria nie chciała poślubuć Emanuela, bo kochała Paula, bla bla bla. Nie wiem nawet kiedy, zasnełam.

_____________

Cześć wam:) Dodaje kolejny rozdział, wiem ze troche bez sensu i krótki, ale uwierzcie nadrobie to w następnych rozdziałach xx A więc, do następnego ❤

CZYTASZ = KOMENTUJESZ